Cykl "Najlepsi polscy tekściarze" Odcinek 2. Kuba Sienkiewicz.

Wywiady z najlepszymi polskimi tekściarzami specjalnie dla portalu: tekstydopiosenek.pl

 

Odcinek 2. Kuba Sienkiewicz

 

Michał Kozłowski (tekstydopiosenek.pl): Czy pamiętasz jeszcze, jak pisałeś teksty na pierwszą płytę Elektrycznych Gitar pt.: „Wielka radość”, te genialne, jak się okazało, ponadczasowe kawałki – „Jestem z miasta”, „Przewróciło się”, „Włosy”, „Człowiek z liściem”, „Żądze”, „Wszystko ch.”, „Koniec”, zresztą można by wymienić tu wszystkie numery, – czy pamiętasz, co Cię wtedy inspirowało? Jak powstawały te teksty?

Kuba Sienkiewicz: Płyta „Wielka radość” ukazała się, dopiero po około 15 latach, od powstania pierwszych naszych piosenek (lata mojego liceum 1976-80). Materiał gromadził się w szufladzie, bo nie było jeszcze zespołu. Ja wykonywałem je dla niewielkiego kręgu zainteresowanych. Niektórzy z nich sami kopiowali moje amatorskie nagrania (to z kolei lata 1982-86). Kiedy powstał zespół i przystąpiliśmy do nagrań studyjnych (lata 1989-91) mieliśmy uzbierane utwory na, co najmniej, dwa programy. Mogliśmy wybierać to, co najlepiej nadawało się do promocji, stąd pierwsza płyta miała dość przebojowy charakter. Każda piosenka ma jakąś historię. „Jestem z miasta” powstała, kiedy otrzymałem propozycję przeprowadzki na wieś z grupą znajomych skupionych wokół Orkiestry Na Zdrowie Jacka Kleyffa. Wówczas nie umiałem podjąć takiej decyzji i frustrację odreagowałem w ten sposób. „Przewróciło się” ułożyłem podczas sprzątania, którego bardzo nie lubiłem – znów odreagowanie stresu. „Człowiek z liściem” jest wiernym opisem zobaczonej osobiście sceny w autobusie na trasie koło Pałacu Kultury. Piosenka „Żądze”, z roku 1982, paradoksalnie na przekór socjalistycznej rzeczywistości, została napisana na temat konsumpcyjnego stylu życia. Piosenki „Koniec” i „Wszystko ch.” reprezentują mój nurt nihilistyczny, to żarty muzyczne oparte na „Lokomotywie” Tuwima i na Księdze Koheleta w Starym Testamencie. „Włosy” to standard polskiego bigbeat’u z tekstem nieco przeze mnie zdeformowanym. Zauroczył mnie kiedyś swoim wykonaniem, na polu namiotowym w Dębkach, aktor Andrzej Przygodzki, całkowicie pozbawiony włosów.

 

M.K.: Czy masz jakąś specjalną metodę pisarską? Czy masz jakieś preferencję?, np. piszesz zawsze do linii wokalnej?, piszesz teksty przed powstaniem muzyki?, piszesz równocześnie - słuchasz i piszesz?, czy masz może jeszcze jakiś inny, swój własny patent na pisanie? Jaki jest pisarski sekret Kuby Sienkiewicza?

K.S.: Najczęściej pierwsze są słowa. Wyjątkiem jest piosenka „Co ty tutaj robisz”, przy której było odwrotnie. Widzę kilka chwytów literackich i zasad stosowanych u mnie. Często zwrotka i refren mogą być o czym innym. Rymy nie są konieczne – przebój może opierać się na dowolnym intrygującym zdaniu. O trudnych rzeczach można także śpiewać pogodnie. Przesadna interpretacja nie pomaga piosence. Kiedy pomysł na tekst, melodię i interpretację przychodzi w jednej chwili, w sposób niewymuszony, to te piosenki są najbardziej udane. Te długo wymęczone, wysiedziane należy wyrzucić, albo odłożyć na potem, do archiwum, czasami nieoczekiwanie przydają się po latach. Jeśli autorowi coś w piosence nie pasuje, to lepiej ją odłożyć i pochopnie jej nie wydawać.

 

M.K.: Co powinien zawierać dobry tekst do piosenki, a czego należy bezwzględnie unikać podczas pisania?

K.S.: Dobrze jest korzystać z mowy potocznej, wtedy piosenki łatwiej wchodzą do języka i się utrwalają. Dobrze jest, kiedy odczucie lub sytuacja opisane w piosence są powszechne, bo wtedy wielu słuchaczy się z nią identyfikuje. Piosenka nie może męczyć słuchacza, zawierać dydaktyki, ani nachalnych manifestów. Tekst powinien być wieloznaczny, pozwalający na dopasowanie indywidualnych skojarzeń odbiorcy. Przy kolejnym słuchaniu powinien pozwalać na dostrzeganie nowych znaczeń. Piosenki z kontekstem bieżącym, społeczno-politycznym, mają krótkie nogi, szybko wypadają z obiegu, a te ogólnoludzkie trzymają się długo. Piosenki pisane do filmów lub na rocznice historyczne powinny zajmować się detalem, wówczas są bardziej poruszające.

 

M.K.: Ile – średnio - zajmuje Ci napisanie jednego tekstu?

K.S.: Tak jak wspominałem, dobra piosenka to szybko napisana piosenka, ale to nie jest reguła stu-procentowa. Czasem trzeba nad piosenką popracować, sprawdzić źródła, upewnić się, czy nie ma błędów, nieposzanowania czyichś uczuć. Co nagle to po diable. Piosenka może powstać w jednej chwili albo dojrzewać i dziesięć lat.

 

M.K.: Jednym z najbardziej znanych Twoich tekstów są „Dzieci” z płyty Elektrycznych Gitar pt.: „A ty co”. Czy możesz na chwilę wrócić do tamtych chwili – byliście wtedy bardzo popularni, po sukcesie pierwszej płyty „Wielka radość”, wydawało się, że napisaliście już najlepsze piosenki, a tu kolejną płytę otwiera taki evergreen! – jak wpadłeś na pomysł do tego tekstu?

K.S.: Uzbieranych przez lata piosenek było dużo. „Dzieci” należą do jednej z nich, które czekały na swoją kolej. Powstała kilka lat wcześniej jako moje nihilistyczne credo. Tekst wychodzi od sceny widzianej osobiście, ale zaraz uogólnia się do refleksji nad upadkiem człowieka. Obok niej wydaliśmy wtedy kilka innych utworów, które do dziś dobrze nam służą na występach: „A ty co”, „Nie pij Piotrek”, „Wyszków tonie”, „Spokój grabarza” i inne.

 

M.K.: Napisałeś wiele (jak na polskie standardy) tzw. „tłumaczeń na polski”, czyli polskich tekstów do znanych, zagranicznych utworów, chociażby „Za dużo w głowie”, z płyty „A ty co”, „Serce jak pies”, z płyty „Huśtawki”, „Stacja Wilanowska”, z płyty „Na krzywy ryj”, czy teksty na płytę „Muzyczna maczuga” Elektrycznych Gitar. Jak najlepiej podejść do takiego zadania tekściarskiego? Czy masz jakiś patent na takie teksty?

K.S.: Przede wszystkim autor i wykonawca powinien bardzo lubić utwór oryginalny, być nim poruszony, wiązać z nim jakieś przeżycia, wspomnienia. Zagraniczna piosenka w polskiej wersji powinna odwoływać się do polskich kontekstów i zawierać polskie idiomy. Nie musi być wiernym tłumaczeniem, ale oddawać intencję i emocje oryginalnego tekstu i wykonania. Czasem dobre wrażenie robi zastosowanie fonetycznego nawiązania do oryginału. Wychodzą wtedy zabawne językowo wersje.

 

M.K.: Jesteś jednym z niewielu polskich tekściarzy, którego teksty da się czytać (z zaciekawieniem) bez muzyki. Choć tekst do piosenki, jak sama nazwa wskazuje, jest nierozerwalnie złączony z piosenką, do której został napisany, to jednak, jak uważasz – czy tekst może istnieć bez muzyki? Czy można go wtedy obiektywnie ocenić?

K.S.: Udany tekst autonomiczny nie gwarantuje tego, że sprawdzi się w piosence. Często jest tak, że dobra poezja traci na przerobieniu w poezję śpiewaną. Dopasowanie tekstu, muzyki i interpretacji decyduje o sukcesie. Coś, co w czytaniu nie budzi zainteresowania, może okazać się świetnym materiałem na piosenkę. Myślę, że układanie ich jest innego rodzaju umiejętnością niż bycie pisarzem lub poetą, jak też inną niż bycie muzykiem.

 

M.K.: Wykonujesz także piosenki, do których sami nie napisałeś tekstu (m.in. „Chodzę i pytam”, „Odpad atomowy”, czy „Marymoncki Dżon”). Jaka jest największa trudność w dopasowaniu muzyki, pod wcześniej istniejący już tekst?

K.S.: To jest ta sama technika, jak przy układaniu piosenki w pełni autorskiej. Najpierw jest tekst, a potem oprawa muzyczna do niego. Słowa same narzucają melodię poprzez intonację języka mówionego. Ja chętnie się kieruję tym, co podpowiada mowa, bez wydziwiania. Oczywiście jest wiele przykładów odmiennego podejścia. Na przykład Frank Zappa wykręcał prosty tekst, uzyskując genialny efekt humorystyczny.

 

M.K.: Czy masz swojego, tzw. pierwszego czytelnika, czyli kogoś, kto jeszcze przed nagraniem w studiu, czyta i ocenia Twoje teksty, z którego zdaniem po prostu się liczysz?

K.S.: Nie na etapie tekstu. Najbliższym osobom w swoim otoczeniu prezentuję nagrania demo, co daje pojęcie o realizacji pomysłu, łatwiej to ocenić, niż sam tekst. Liczę się m.in. ze zdaniem moich dzieci, które są wykształconymi muzykami (w odróżnieniu ode mnie) i mają wyczucie współczesnego młodego słuchacza. Uwzględniam też zdanie przedstawicieli mojego pokolenia (50 +/-20 lat). Wiem, że byłoby korzystniej dla mnie trafiać głównie do młodzieży, ale bardziej zależy mi na moich rówieśnikach, bo dla tych ludzi piosenka była i jeszcze jest pokoleniowo ważną formą wypowiedzi, oni lepiej wyczuwają, o co mi chodzi.

 

M.K.: Czy masz jakieś ulubione miejsce do pisania tekstów? Gdzie Ci się najlepiej pisze?

K.S.: Do pisania tekstów można wykorzystać wiele sytuacji przymusowych, jak na przykład długie podróże na występy w autobusie lub pociągu. Sporo napisałem na dyżurach w szpitalu, kiedy wiele się działo jednocześnie, a przy tym funkcjonowanie na wysokich obrotach pozwalało mi coś jeszcze zrobić dodatkowo, poza czynnościami lekarskimi. W domowych warunkach pełnego spokoju rzadko popełniałem udane piosenki. Zamieszanie dookoła ułatwia mi pisanie. Widać, że nie nadaję się do domu pracy twórczej.

 

M.K.: Dość często używasz powtórzeń wersów w swoich tekstach. Jak myślisz, czy bierze się to z potrzeby szybkiego ukończenia piosenki, czy jest to po prostu konieczny zabieg w sztuce pisania tekstów do piosenek, który nadaje tekstowi, ważny walor - możliwość bycia zapamiętanym?

K.S.: W porównaniu z innymi chyba nie tak dużo. Jeśli tak, to przepraszam. Nie lubię zbyt wielu powtórek, chyba że jest to formalnie uzasadnione. Na pewno nie chodzi mi o efekt promocyjny.

 

M.K.: Pisałeś także piosenki do filmów, z czego największy sukces osiągnął ponadczasowy „Kiler”. Czym różni się ta praca od pisania tekstów na płyty Elektrycznych Gitary, czy na płyty solowe? Czy dostajesz za każdym razem scenariusz filmu do ręki? Jakie informacje otrzymałeś, przed przystąpieniem do pracy nad muzyką do filmu „Kiler”?

K.S.: Pisanie do filmu to głównie praca ze scenariuszem. Wykorzystuję zawarte w nim dialogi. Piosenka wiodąca powinna promować tytuł filmu, a nagranie pod napisy końcowe może ten film podsumować i odwoływać się do wielu scen jednocześnie. Praca na zamówienie do filmu jest łatwiejsza, bo scenariusz i obraz wiele podpowiadają. Do „Kilera” miałem tylko scenariusz. Potem dopiero powstała muzyka ilustracyjna. Ciekawe, że w przypadku filmów „Kiler” i „Kariera Nikosia Dyzmy” reżyserzy najpierw zwracali się z prośbą o wykorzystanie wcześniejszych piosenek: „Co ty tutaj robisz” i „Spokój grabarza”, a potem dopiero decydowali się na zamówienie piosenek wiodących, oryginalnych.

 

M.K.: Na płycie Elektrycznych Gitar pt.: „Słodka maska” napisałeś genialny tekst pt.: „Smutny operator”. Uważam, że jest w nim wszystko, co powinno się znaleźć w dobrym tekście, pisanym taką stylistyką. Historia, konkrety, cały tekst w pierwszej osobie („ja”) i świetne, życiowe konstatacje w refrenach (np. „Żetony wszystkie lojalnie oddaje/ Za mały ruch tutaj, by brać coś na lewo”) – czy pamiętasz, jak wpadłeś na pomysł tego tekstu i jak Ci się wtedy pisało?

K.S.: Ja też lubię tę piosenkę. Napisałem ją na warszawskim Ursynowie, gdzie przychodziłem regularnie z dziećmi do wesołego miasteczka i moją uwagę zwrócił operator urządzeń rozrywkowych, ponury, zamknięty w sobie, palący non-stop. Wymyśliłem sobie jego historię.

Ale najbardziej cenię sobie w tym nagraniu swoje solo gitarowe.

 

M.K.: Wydaje się, że ciekawym doświadczeniem pisarskim, dla Ciebie, była praca nad płytą „Historia”, gdzie wszystkie tematy na teksty dotyczyły ważnych dla Polaków wydarzeń historycznych (m.in. Grunwald, Kłuszyn, „Cud nad Wisłą”, Bitwa o Anglię, czy Solidarność). Jakie trudności napotkałeś pisząc teksty na tę płytę?

K.S.: Większość piosenek na płytę „Historia” zostało zamówionych z okazji okrągłych rocznic historycznych na rok 2010. Siłą rzeczy utwory te są bardzo selektywne, uproszczone, zajmują się niewielkim wycinkiem zagadnienia albo ogólną syntezą lub refleksją. Sięgaliśmy do różnych publikacji – książek, artykułów. Bardzo niewielka część tych informacji zostaje potem wykorzystana w piosenkach, czasem tylko jeden detal, ale ta faza pracy jest niezbędna – trzeba uzupełnić własną edukację, żeby sformułować refleksję historyczną. Ciekawe doświadczenie miałem z tekstem „Wielka Solidarność”. Oglądałem kalendarium z lat 80 i 81. Fakty były tak fascynujące, że piosenka ułożyła się sama, wystarczyło tylko zrymować spisane informacje.

 

M.K.: Czy możesz porównać pisanie teksów - „kiedyś i dziś”. Tzn. jak wspominasz pisanie tekstów na samym początku swojej kariery, a jak na ostatnią płytę Elektrycznych Gitar pt.: „Nic mnie nie rusza”.

K.S.: Zupełnie inaczej pisałem dawniej. To było odruchowe, spontaniczne, nieprzemyślane. Nie zastanawiałem się nad tym, że piosenka ma zwrotkę, refren, łącznik, modulację, riff itp. Układałem kawałki zupełnie nie oparte na tych schematach. Teraz kombinuję, poprawiam, najczęściej bez zadowalającego efektu. Na płycie „Nic mnie nie rusza” znalazło się kilka utworów z mojego programu „Czarny walc”. Stało się trochę podobnie, jak przy pierwszych płytach – wykorzystałem materiał wcześniej zgromadzony. Utwór tytułowy miał wcześniej najpierw oprawę techno, potem latino, a w końcu Jacek Wąsowski ułożył melodię disco. Tak czy inaczej chodziło o zderzenie przeciwieństw - tytułowego zdania z rytmami tanecznymi.

 

M.K.: Czy w swojej twórczości solowej zmieniasz się jako tekściarz?

K.S.: Uważam, że robię się bardziej konkretny. Opisuję historie prawdziwe, dzielę się doświadczeniem osobistym i wiadomościami. Wykorzystuję seryjne doświadczenie nabyte w kontaktach z ludźmi, w trakcie wieloletniej praktyki lekarskiej oraz hobbystyczne zainteresowania fizyką, astronomią, historią. Natomiast często nadal odreagowuję swoje stresy i frustracje, tak jak we wczesnych piosenkach.

 

M.K.: Wg. mnie jesteś tekściarzem wybitnym i nie ma co ukrywać, że znajdujesz się w ścisłej czołówce polskich tekściarzy. Jak myślisz, skąd bierze się to, że Twoja twórczość w pewnym momencie zeszła, jak by nie patrzeć, do pewnego podziemia – owszem, gracie koncerty (dużo i często) – ale media, szeroka publika, wydaje się, że o Was jakby zapomniała?

K.S.: W mediach popularnych nie ma miejsca na piosenkę tekstową, autorską czy tzw. artystyczną. Trzeba się z tym pogodzić. Nasycenie rynku rozmaitymi propozycjami jest ogromne i na tym tle moja twórczość już nie jest taka oryginalna, jak w latach 90. Na szczęście funkcjonowanie artystyczne na pozycji niszowej jest również przyjemne. Warto też zauważyć, że piosenka nie jest już tak ważną pokoleniowo formą wypowiedzi artystycznej, manifestu światopoglądu. Pamiętam czasy, kiedy piosenka potrafiła uczyć, bawić, wychowywać, jednoczyć grupy i większe zbiorowości. „… słowo słychać było jak dynamit…” (Jan Kelus). Żałuję, że już tak nie jest. Warto jednak próbować nadal. Większość otaczającej nas muzyki radiowej ma wciąż formę piosenki, więc jest szansa, że uda się poruszyć przy jej pomocy ludzkie emocje, a nawet powiedzieć coś ważnego.

 

M.K.: Co czułeś, gdy publiczność na tegorocznym Woodstocku śpiewała z Tobą, nieomal wszystkie Twoje teksty?

K.S.: Dobór repertuaru na Woodstock był wykalkulowany tak, by publiczność znała większość jego z promocji. Po 22 latach oficjalnego funkcjonowania na estradzie, to nie jest trudne, ułożyć program z samych hitów. Zresztą nie czułbym się komfortowo, zanudzając tak wielką widownię jakimiś eksperymentami. Niemniej jednak serce mi rosło, jak widziałem 500 tys. ludzi równo podskakujących przy piosence „Dzieci”. Cieszyłem się, że młodzi ludzie chwytają i dziś trochę tego mojego bakcyla.

 

M.K.: W piosence „Ale bumerang” piszesz: „A ja wciąż powracam, jak bumerang/ Choćbym nie wiem, jak się sponiewierał” – swoją drogą, jest to jeden z moich ulubionych, Twoich refrenów. Mam osobiste pytanie - czy w kolejnym powrocie Kuby Sienkiewicza (nowa płyta etc.), możemy się spodziewać tak genialnych kompozycji i tekstów, jak chociażby legendarne „Włosy”, „Dzieci”, „Jestem z miasta”, czy „Koniec”? Czy w dzisiejszych czasach, po nagraniu tych wszystkich płyt solo i z Elektrycznymi Gitarami, jest to jeszcze możliwe?

K.S.: Oczywiście to już nie jest możliwe. Śpiewam głównie piosenki osobiste, a więc o problemach 50-latka. Nie sposób z tym trafić szerzej. Wiem, że nie sposób przewidzieć, czy coś stanie się przebojem, ale uważam, że to już niemożliwe. Osobiście wolę swoje obecne piosenki od tych starszych. Ocena jakości piosenki jest bardzo subiektywna. Po sobie widzę, że mnie najbardziej poruszają wykonania, które mają bardzo małą liczbę obejrzeń w Internecie.

 

M.K.: Jacy są Twoi ulubieni tekściarze?

K.S.: Jacek Kaczmarski, Kazimierz Grześkowiak, Jan Kelus, Jacek Kleyff, Wojciech Młynarski, Stanisław Staszewski, Andrzej Waligórski, Jeremi Przybora, Andrzej Ozga, Adam Strug. Jak widać, połowa z nich nie żyje. To chyba symptomatyczne. Chciałbym podkreślić, że w zespole Elektryczne Gitary mam trzech wybitnych tekściarzy: Piotr Łojek, Aleksander Korecki, Jacek Wąsowski. Ich piosenki chętnie włączam do swojego repertuaru.

 

M.K.: I na zakończenie, standardowo, proszę Cię, byś napisał kilka rad, dla początkujących tekściarzy!

K.S.: Pisać lekką ręką. Notować oryginalne zasłyszane zdania i deformacje języka. Zbierać ciekawe historie – materiał na piosenki. Uruchamiać wolne skojarzenia, dawać się im ponosić. Nie bać się pisać o kilku rzeczach naraz. Eksperymentować z formą i językiem.

 

Na zakończenie... TEKST NA TAPECIE: „Przewróciło się” (Elektryczne Gitary)

 

Na koniec, chciałbym abyście szczegółowo (w „komentarzu”) opisał, historię powstania swojego jednego tekstu.

 

Na tapecie: „Przewróciło się”, Elektrycznych Gitar – mój ulubiony tekst Twojego autorstwa. Proszę Cię o napisanie (jeśli pamiętasz), o historii, okolicznościach, powstania tego tekstu. Tzn. jak się pisało?, do jakiego podkładu?, czy miałeś jakieś trudności?, jak było z akceptacją tekstu przez resztę zespołu? co mówili pierwsi słuchacze?, itp.

 

PRZEWRÓCIŁO SIĘ

 

przewróciło się niech leży

cały luksus polega na tym

że nie muszę go podnosić

będę się potykał czasem

będę się czasem potykał

ale nie muszę sprzątać

 

zapuściłem się to zdrowo

coraz wyżej piętrzą się graty

kiedyś wszystko poukładam

teraz się położę na tym

to mi się wreszcie należy

więc się położę na tym

 

coś wylało się nie szkodzi

zanim stęchnie to długo jeszcze

ja w tym czasie trochę pośpię

tym bezruchem się napieszczę

napieszczę się tym bezruchem

potem otworzę okna

 

w kątach miejsce dla odpadków

bo w te kąty nikt nie zagląda

łatwiej tak i całkiem znośnie

może czasem coś wyrośnie

może ktoś zwróci uwagę

ale kiedyś się wezmę

 

zapuściłem się to zdrowo

cały luksus polega na tym

łatwiej tak i całkiem słusznie

może czasem coś wybuchnie

będę się czasem potykał

ale kiedyś się wezmę

 

 

Komentarz Kuby Sienkiewicza: Jak wspominałem wcześniej, napisałem ją, kiedy zostałem przez żonę zmuszony do sprzątania mieszkania, co uważałem za czynność zupełnie niepotrzebną. To był rok 1983. To jeden z tych utworów napisanych w jednej chwili, nie wysiedzianych, które bronią się najdłużej. Od razu przyszła mi do głowy forma bluesa z dyskretną modyfikacją harmonii na koniec obiegu. Piosenka składa się z samych zwrotek bez refrenu i łącznika, natomiast zawiera część instrumentalną w zakończeniu o odmiennej kompozycji niż we właściwej piosence. Wykonywałem ją dla znajomych. Podobała się od razu. Kaseta z jej nagraniem była spontanicznie kopiowana. Dzięki temu już w latach 80. dawałem recitale na prywatnych występach. Wiele osób utożsamiało się z tym tekstem i ma tak do dziś.

 

28 maja 2018

edukacja 

Michał Kozłowski - tekstydopiosenek.pl © 2018 • Created with WebWave

zawodowe teksty piosenek - pisanie tekstów piosenek - songwriting

 

warsztaty tekściarskie - nauka pisania tekstów piosenek